Ja bym jej nie karał

luty 22, 2009 · Dodaj komentarz

rozmowa z psychologiem Andrzejem Rutowskim

Zabitego noworodka znaleziono 30 czerwca 2008 roku na jednym z blokowisk w Żurominie. Po niespełna ośmiu miesiącach odnaleziono jego matkę. Okazała się nią 22 – letnia mieszkanka Żuromina. Przyznała się do winy. Urodziła dziecko, następnie wyrzuciła je przez okno swego pokoju. Społeczeństwo żąda najsurowszej kary. O to, co mogło ten bestialski czyn spowodować, zapytałem psychologa Andrzeja Rutowskiego.

nopworodek-zuromin-6

fot. Kurier Żuromiński 124 Marek Raczyński. Policjanci na miejscu tragedii.

 

30 czerwca 2008 roku znaleziono w Żurominie martwe dziecko. Jak Pan przeżył to wydarzenie? Co Pan wówczas myślał?

Pamiętam doskonale to wydarzenie. Bardzo je wówczas przeżyłem. Śmierć człowieka zawsze jest wielką tragedią. A co dopiero śmierć bezbronnego dziecka.

Dziś znamy osobę, która popełniła tę zbrodnię. Była to 22 – letnia mieszkanka Żuromina. Co mogło być powodem tego morderstwa?

Trudno jest uwierzyć, żeby osoba w pełni zdrowa mogła dopuścić się takiego czynu. Jedynym wytłumaczeniem jest niewyobrażalna samotność tej dziewczyny.

A może ona nie wiedziała, jak w tej sytuacji postąpić, co zrobić, do kogo się zwrócić o pomoc?

Przepraszam, czy ona była osobą niepełnosprawną? Z tego co wiem, była to osoba ze średnim wykształceniem. To się nie mieści w głowie, żeby ktoś ze średnim wykształceniem nie wiedział o takich elementarnych rzeczach. Ja wiem, że można skończyć szkołę podstawową i nie umieć czytać, ale nie wierzę, że człowiek, który zdał maturę, maturę państwową, nie wiedział, co zrobić w takiej elementarnej sytuacji. Nie uważam, żeby to był brak wiedzy. Absolutnie nie mieści mi się to w głowie. Ja bym się uparł, że przyczyną jej zachowania była bezgraniczna samotność. To nie tylko brak porozumienia z rodzicami. Przecież mogła porozmawiać z siostrą, ciocią, wujkiem z kimkolwiek. Czy można sobie wyobrazić, że taka osoba nie miała przyjaciółki, koleżanek? Uważam, że tutaj tkwi problem. Warto by poznać kulisy. Czy ona była osobą na tyle samotną, że nie miała nikogo bliskiego? I to jest tragedia, że w dzisiejszym świecie tacy ludzie samotni mogą być.

W takim razie, co taka osoba samotna mogłaby zrobić? Co poradzić takiej osobie, żeby jej samotność nie spowodowała takiej tragedii?

Pierwsza rzecz – jej osamotnienie musiało narastać. Ona chyba nie stała się samotna z dnia na dzień. W którymś momencie ta dziewczyna musiała alienować się z otoczenia. Ona była osobą wyobcowaną. Nie wiem, kiedy to się zaczęło. Prawdopodobnie, gdyby ktoś to obserwował, gdyby ktoś patrzył na jej rozwój, na jej człowieczeństwo, to by to zauważył. Nie wiem, czy chodziła do kościoła, do spowiedzi – wtedy mógłby to zauważyć jej spowiednik. Czy chodziła na jakieś imprezy towarzyskie, wtedy mogliby to zauważyć jej znajomi. A może była to patologia, może była narkomanką? Ale z tego, co wiem, to chyba nie.

Na jednym z forów internetowych znalazłem taki wpis skierowany do nieżyjącego dziecka: Mam nadzieję, że osoba, która Cię urodziła (nie można jej nazwać matką), zostanie znaleziona i poniesie za to karę. Mam nadzieję, że w końcu nasze wspaniałe rządy wymyślą dla takich ludzi karę śmierci lub przynajmniej ciężką pracę.

Ja bym miał zupełnie odmienne zdanie. Gdyby to ode mnie zależało, nie skazałbym jej na żadną odsiadkę. A dlaczego? Bo ona karę już poniosła. Ona swoje piekło już przeżyła. Gdyby to ode mnie zależało, poddałbym ją głębokiej resocjalizacji. Poddałbym ją procesowi przywracania społeczeństwu. Absolutnie nie kara śmierci. W moim pojęciu taki wpis może zrobić człowiek, który sam ma nieczyste sumienie. Najczęściej najcięższych kar oczekują ci, którzy są czemuś winni. Ja bym jej nie karał. Ona ukarała się sama.

Tym bardziej, że od śmierci dziecka minęło ponad pół roku. Media huczały, do drzwi pukali społecznicy, prosząc o składkę na grób dziecka. Co ona w tym czasie mogła przeżywać?

Prawdopodobnie podczas aresztowania ta dziewczyna odczuwała ulgę. Jej przesłuchanie powinno się odbywać w obecności psychologa. Ta dziewczyna, to nie jest zwykły, przeciętny człowiek ze zwykłymi, przeciętnymi problemami. Ona swoje piekło już przeżyła. Nie tylko przez dziewięć miesięcy ciąży, ale też przez kolejne osiem miesięcy po znalezieniu martwego dziecka .

Wydarzenia te działy się w naszym Żurominie. Czy dla nas mogą być one jakąś nauką?

Dobrze by było, żeby były. A jaką nauką? Jako psycholog uważam, że 10 – 15 % populacji to są osoby, które reagują w sposób specyficzny na stres. Na stres reagują izolacją. Pozostałe 85 % reaguje na stres albo agresją, mobilizacją, chęcią pokonania stresu, albo racjonalizacją, czyli chęcią wytłumaczenia sobie, że to co się dzieje, ma przyczyny obiektywne, a ja sam nie jestem winny. Te 10 – 15 % ludzi reaguje izolacją, wycofywaniem się w głąb siebie. Naszym zadaniem jest takich ludzi znajdować jak najszybciej. Gdyby to zdarzenie zaowocowało jakąś akcją szukania pośród nas takich ludzi, odnajdywania i pomagania im, to byłoby bardzo dobrze. Proszę zauważyć, że co jakiś czas pojawiają się zdarzenia tragiczne wynikające z tej samotności. Skąd ta samotność? Właśnie w tych przypadkach działa ten ogromny mechanizm izolacji.

Czy są jakieś narzędzia, żeby odnajdować takie osoby?

Przede wszystkim obserwacja. Przy pomocy testów psychologicznych również można bez pudła wskazać osoby, które reagują alienacją na stres. Wystarczy w szkole przeprowadzić takie badania, które trwałyby maksymalnie dwie godziny. Oficjalne władze nie widzą tego problemu.

A może edukacja? Może w naszych szkołach brakuje seksualnej edukacji?

Rzeczywiście jest problem w naszych szkołach, że nie ma porządnej nauki wychowania seksualnego, ale i nie uczy się w szkole właśnie psychologii. Nie uczy się dzieci o ich uczuciach. Uczucia – to jest temat rzeka. Omawiając literaturę, uczymy się o uczuciach zbyt mało. W szkole powinna być wykładana psychologia. Sztuka radzenia sobie ze stresem. Powinna być etyka i nauka o wartościach. Uczniowie powinni się uczyć, co jest dobre, a co złe.

Religia nie spełnia tych warunków?

Absolutnie nie. Religia nie jest nauką. Religia to jest kult, a nie wiedza.

A rodzina tej dziewczyny. Jak jej można pomóc?

Tej rodzinie też potrzebna jest pomoc psychologiczna. Czy ją znajdą, czy zwrócą się do kogoś? Nie wiem. Psycholog nie może szukać pacjentów, pacjenci powinni szukać psychologa. Wracając jednak do kary dla tej dziewczyny. Uważam, że jeżeli adwokat wykaże, że jej czyn był spowodowany zaburzeniem świadomości. Że to nie był czyn w pełnie świadomy, to mam nadzieję, że ona nie pójdzie do więzienia. Przyczyną zaburzenia może być rozpacz.

Pan jednoznacznie uważa, że dziewczynie potrzebna jest resocjalizacja i umiejętne przywracanie do społeczeństwa? Więzienie tej roli nie spełni?

Mało tego, gdyby ona do więzienia poszła, mogłaby z niego wyjść już jako przestępca.

Kategorie: Uncategorized

0 odpowiedzi jak dotąd ↓

  • Nie ma jeszcze komentarzy... Zacznij porywającą dyskusję, wypełniając formularz poniżej.

Dodaj komentarz